Dlaczego mały kociak ssie wszystko i ugniata? I czy kiedyś z tego wyrośnie?
MS
Dlaczego mały kociak ssie wszystko i ugniata? I czy kiedyś z tego wyrośnie?

Masz w domu małego kociaka. Jest słodki, miękki, pachnie jeszcze trochę takim typowym kocięcym zapachem, śpi w najdziwniejszych pozycjach, biega jak opętany i oczywiście potrafi w ciągu kilku minut zrobić z mieszkania poligon doświadczalny. A potem nagle przychodzi spokojny wieczór. Kociak wdrapuje się na ciebie, wtula w koc, zaczyna mruczeć, ugniatać łapkami i po chwili... ssie. Kocyk, palec, rękaw, kawałek bluzy, ucho, włosy, poduszkę albo cokolwiek innego, co najwyraźniej spełnia jego bardzo skomplikowane wymagania techniczne. Czasami próbuje dobrać się nawet do drugiego kota i wtedy wszystko zależy już od cierpliwości tego drugiego, bo nie każdy dorosły kot marzył o otwarciu całodobowego baru mlecznego dla nieswojego dziecka.
I właśnie wtedy zaczynasz się zastanawiać, czy coś jest nie tak. Czy kociak jest głodny? Czy tęskni za matką? Czy został od niej za wcześnie oddzielony? Czy ssanie kocyka oznacza jakiś problem? Czy trzeba go tego oduczać? A skoro już od pięciu minut wyrabia łapkami twoją bluzę jak ciasto na pierogi, to może z tym ugniataniem też dzieje się coś dziwnego? Najczęściej nie dzieje się nic dziwnego. Żeby jednak dobrze zrozumieć, skąd bierze się takie zachowanie, trzeba wrócić do samego początku, czyli do momentu, kiedy cały świat kociaka składał się właściwie z matki, rodzeństwa, mleka, ciepła i snu. Bo dla kociaka ssanie nigdy nie było wyłącznie sposobem na napełnienie brzucha.

Ssanie to nie tylko mleko
Nowo narodzony kociak jest całkowicie zależny od matki. Przy niej dostaje pożywienie, ale jednocześnie ma ciepło, znajomy zapach, dotyk, obecność rodzeństwa i poczucie bezpieczeństwa. Kiedy ssie mleko, ugniata przednimi łapkami okolice sutków, pobudzając jego wypływ. Cały ten rytuał od początku odbywa się więc razem: ssanie, ugniatanie, pełny brzuch, ciepło matki, kontakt z jej ciałem i spokój. Dla małego kociego mózgu nie są to osobne wydarzenia. To jedna sytuacja, która oznacza mniej więcej tyle: jest dobrze, jestem bezpieczny, niczego mi teraz nie brakuje. Dlatego kilka tygodni albo kilka miesięcy później kociak może uruchamiać dokładnie ten sam zestaw zachowań, kiedy jest zrelaksowany albo chce się wyciszyć. Układa się na miękkim materiale, zaczyna ugniatać, mruczeć, przymyka oczy i po chwili ssie róg koca. Nie dlatego, że naprawdę spodziewa się, że z polaru zaraz wypłynie mleko. Jego organizm po prostu zna ten schemat od pierwszych dni życia i nadal łączy go z bezpieczeństwem. To samo może wydarzyć się na tobie. Twoja bluza jest miękka, twoje ciało jest ciepłe, twój zapach jest znajomy, a jeśli kociak czuje się przy tobie bezpiecznie, możesz właśnie zostać awansowana do funkcji bardzo dużego, żywego kocyka. Nie każdego człowieka zachwyca perspektywa siedzenia przed telewizorem z kotem przyssanym do ucha, ale dla kota cała sytuacja naprawdę ma sens.

Dlaczego kociak ugniata łapkami?
Ugniatanie zaczyna się właśnie podczas karmienia przez matkę. Mały kociak rytmicznie naciska jej brzuch łapkami, pomagając stymulować wypływ mleka. Z czasem zachowanie może zostać, mimo że mleko przestaje być potrzebne, bo samo ugniatanie zostało już bardzo mocno połączone z poczuciem komfortu. Dlatego dorosły kot potrafi przez pięć minut z ogromnym skupieniem ugniatać koc, poduszkę albo twój brzuch, mrucząc przy tym tak, jakby właśnie osiągnął absolutny zen.
Niektóre koty wysuwają przy tym pazury, co z ich punktu widzenia zapewne dodaje całemu rytuałowi autentyczności, a z twojego trochę odbiera mu uroku. Jeżeli kot robi ci „ciasteczka” bezpośrednio na brzuchu czy udzie i wbija pazury w skórę, nie musisz heroicznie cierpieć w imię jego dziecięcych wspomnień. Połóż między wami grubszy koc albo delikatnie zmień pozycję. Nie karaj go jednak za samo ugniatanie. On nie robi niczego złego i nie próbuje cię dręczyć. Po prostu wykonuje zachowanie, które od bardzo dawna kojarzy mu się z czymś dobrym.

Ugniatanie może zostać na całe życie. Jedne koty robią to bardzo często, inne właściwie wcale, jeszcze inne wybierają tylko jeden konkretny koc albo jednego człowieka. I chyba jest coś zabawnego w tym, że pięciokilogramowy dorosły kot, który przez pół dnia patrzy na ciebie jak na osobę podejmującą wyłącznie złe decyzje, wieczorem wchodzi na swój polar, zaczyna ugniatać łapkami i na kilka minut wraca do zachowania z czasów, kiedy mieścił się na jednej dłoni.

Czy ssanie oznacza, że kociak został za wcześnie zabrany od matki?
Może mieć z tym związek, ale nie możesz spojrzeć na kota ssącego koc i na tej podstawie odtworzyć całego jego dzieciństwa. Kociak, który odpowiednio długo przebywał z matką i rodzeństwem, również może ssać miękkie materiały. Może robić to przez kilka miesięcy, może przestać po osiągnięciu dorosłości, a może zachować ten zwyczaj przez całe życie. Samo ssanie nie jest więc dowodem, że ktoś zrobił coś źle. Zbyt wczesne oddzielenie od matki może jednak zwiększać prawdopodobieństwo utrzymywania się niektórych zachowań typowych dla bardzo młodego kociaka. I tutaj problem robi się dużo większy niż sam mokry kawałek kocyka, bo matka nie jest maluchowi potrzebna tylko po to, żeby dostarczać mleko. Rodzeństwo również nie siedzi obok niego wyłącznie dlatego, że pięć kociąt na jednym zdjęciu wygląda lepiej niż jedno. W pierwszych tygodniach życia kociak uczy się od nich rzeczy, których człowiek, nawet najbardziej zaangażowany i kochający, nie potrafi mu przekazać w taki sam sposób. I właśnie dlatego tak ważne jest, żeby nie mylić dwóch zupełnie różnych rzeczy: momentu, kiedy kociak zaczyna samodzielnie jeść, z momentem, kiedy jest gotowy opuścić matkę i rodzeństwo.

„Przecież sam już je”
To jedno z tych zdań, które pojawia się regularnie przy wydawaniu kociąt do nowych domów. Kociak ma osiem tygodni, je mokrą karmę, korzysta z kuwety, biega, bawi się, więc podobno można go już zabrać. Wszystko działa, kot uruchomiony, zestaw kompletny. Tylko że umiejętność samodzielnego jedzenia oznacza dokładnie tyle, że kociak potrafi samodzielnie jeść. Nie oznacza, że zakończył rozwój emocjonalny i społeczny. Nie oznacza, że przestał potrzebować matki. Nie oznacza, że nauczył się już wszystkiego, czego powinien nauczyć się od rodzeństwa. I naprawdę nie jest to koci odpowiednik ukończenia osiemnastu lat i wyprowadzki z domu.

Jeżeli matka jest zdrowa, zajmuje się młodymi i nic nie wymusza wcześniejszego rozdzielenia, kociaka nie powinnaś odbierać przed ukończeniem 12 tygodni życia. To, że wcześniej zaczyna samodzielnie jeść, jest naturalnym elementem dorastania, a nie sygnałem do pakowania transportera. W kolejnych tygodniach matka stopniowo ogranicza karmienie, coraz częściej odchodzi od młodych i zaczyna stawiać im granice. I właśnie o to chodzi. Jej rola nie kończy się w chwili, kiedy kociak nauczył się korzystać z talerzyka.

Matka nie jest tylko stołówką
Kocięta z czasem zaczynają być coraz bardziej samodzielne, a matka coraz mniej zachwycona perspektywą obsługiwania ich dwadzieścia cztery godziny na dobę. Odsuwa się, nie pozwala ssać za każdym razem, kiedy maluch ma taki pomysł, kończy kontakt, kiedy ma dość, i bardzo wyraźnie pokazuje, że również ma swoje granice. Dla człowieka, który wyobraża sobie macierzyństwo kotki jako trzy miesiące nieustannego przytulania puszystych kulek, może to wyglądać mało romantycznie. Dla kociaka jest natomiast bardzo potrzebną lekcją. Właśnie wtedy uczy się, że nie zawsze dostanie to, czego chce, dokładnie wtedy, kiedy tego chce. Zaczyna radzić sobie z drobną frustracją. Uczy się obserwować sygnały wysyłane przez drugiego kota, wycofywać, kiedy kontakt nie jest mile widziany, i funkcjonować w relacji, w której druga strona nie jest bezwolnym elementem wyposażenia mieszkania.
Te umiejętności przydadzą mu się później przez całe życie. Szczególnie jeśli ma mieszkać z innymi kotami. Kot, który potrafi odczytać subtelne sygnały drugiego zwierzęcia i nie potrzebuje dopiero pazurów wbitych w nos, żeby zorientować się, że kolega nie chce się bawić, ma po prostu znacznie łatwiejszy start w relacjach społecznych.

Rodzeństwo też wykonuje bardzo konkretną pracę
Kiedy patrzysz na bawiące się kocięta, widzisz gonitwy, zapasy, skoki, łapanie zębami, kopanie tylnymi łapkami i ogólny chaos, który sprawia wrażenie, jakby przez mieszkanie przeszło niewielkie tornado. W rzeczywistości podczas tych zabaw trwa intensywna nauka. Jeden kociak gryzie za mocno, drugi piszczy albo przerywa kontakt. Jeden przesadza w zapasach, drugi odchodzi. Za chwilę próbują ponownie. Potem zamieniają się rolami. Każda taka sytuacja jest kolejną informacją o tym, jak używać własnego ciała, jak kontrolować siłę i jak reagować na zachowanie drugiego kota. Człowiek nie jest w stanie tego zastąpić. Możesz bawić się z kociakiem kilka razy dziennie, zapewnić mu świetne zabawki, tunele, drapaki, wędki i pół mieszkania oddać pod jego potrzeby, ale nadal nie jesteś drugim kociakiem. Nie poruszasz się jak kot, nie komunikujesz jak kot, nie reagujesz jak kot i nie nauczysz go wszystkich drobnych sygnałów, których młode uczą się od siebie nawzajem. Dlatego te dodatkowe tygodnie z matką i rodzeństwem nie są okresem czekania, aż kociak trochę podrośnie i zacznie ładniej wyglądać na zdjęciach. To jeden z etapów jego rozwoju. Dla ciebie miesiąc może wydawać się bardzo długi, szczególnie kiedy transporter już kupiony, imię wybrane, zdjęcie kociaka pokazane wszystkim znajomym, a w salonie stoi drapak droższy od połowy twoich mebli. Kociak jednak nie wie, że bardzo za nim tęsknisz. On w tym czasie ma swoje rzeczy do zrobienia.

A jeśli kociak nie miał wyboru?
Oczywiście życie nie zawsze układa się podręcznikowo. Kocięta zostają osierocone, matki giną, chorują albo z różnych powodów nie mogą opiekować się młodymi. Maluch może zostać znaleziony sam na ulicy, pod samochodem, w piwnicy czy w kartonie. Wtedy sytuacja jest zupełnie inna. Nie możesz zostawić go do dwunastego tygodnia przy matce, której zwyczajnie nie ma, i nikt rozsądny nie będzie miał do ciebie pretensji, że nie stworzyłaś idealnych warunków, których stworzyć się nie dało. W takich sytuacjach robisz wszystko, żeby zapewnić kociakowi możliwie dobre warunki. Jeśli może wychowywać się z innymi kociętami, zyskuje przynajmniej część doświadczeń społecznych związanych z kontaktem z rówieśnikami. Jeżeli jest sam, trzeba poświęcić szczególną uwagę zabawie, nauce delikatnego kontaktu i temu, żeby człowiek nie stał się jedynym żywym obiektem, na którym kociak ćwiczy polowanie, gryzienie i zapasy. Trzeba jednak jasno oddzielić taką sytuację od świadomego wydawania zdrowego ośmiotygodniowego malucha, którego matka jest obok i normalnie się nim zajmuje. Jedno wynika z konieczności. Drugie z decyzji człowieka. Zdanie „przecież sam już je” nie zamienia tej decyzji w konieczność.

Czy kociak z tego ssania wyrośnie?
Może. U wielu kotów potrzeba ssania z czasem słabnie. Jeden przestanie całkowicie, drugi zachowa samo ugniatanie, trzeci będzie od czasu do czasu ssał swój ulubiony koc jeszcze jako dorosły kot. Nie istnieje moment, w którym kot powinien spojrzeć w kalendarz, uznać, że skończył rok i od dzisiaj takie zachowanie jest poniżej jego godności. Jeżeli twój kot układa się na kocyku, ugniata go, chwilę ssie, mruczy i zasypia, a przy tym nie niszczy materiału ani niczego nie połyka, nie musisz od razu rozpoczynać programu resocjalizacji. Nie zabieraj mu przedmiotu tylko dlatego, że zachowanie wydaje ci się dziecinne. Dla niego może to być zwykły rytuał wyciszenia, tak jak jeden człowiek zasypia przy muzyce, drugi przy serialu, a trzeci musi przed snem piętnaście minut przewijać telefon, chociaż rano sam nie wie po co. Nie karaj kota za ssanie ani ugniatanie.

Nie pryskaj go wodą, nie krzycz, nie odpychaj za każdym razem, kiedy zaczyna ten rytuał. Jeśli zachowanie służy mu do uspokojenia, dokładanie do niego stresu naprawdę nie jest szczególnie logicznym sposobem na rozwiązanie problemu, którego być może w ogóle nie ma.

Kiedy ssanie przestaje być niewinnym zwyczajem?
Jest jednak bardzo wyraźna różnica między ssaniem materiału a jego zjadaniem. Jeśli kot zaczyna odgryzać kawałki koca, połykać włókna, nitki, fragmenty ubrań albo inne niejadalne rzeczy, przestajemy mówić o uroczym zachowaniu z dzieciństwa. Połknięty materiał może utknąć w przewodzie pokarmowym i doprowadzić do poważnych problemów, dlatego takich zachowań nie ignoruj. Zwróć również uwagę, jeśli ssanie nagle bardzo się nasila, pojawia się dopiero u dorosłego kota albo kot zaczyna wykonywać je przez dużą część dnia i trudno go od niego odciągnąć. Podobnie wygląda sytuacja, kiedy ssie własne ciało lub drugiego kota tak intensywnie, że pojawiają się podrażnienia, wyłysienia albo rany. Nie zakładaj wtedy od razu, że to „tylko stres”. Najpierw wyklucz u weta ból i problemy zdrowotne, a dopiero później przyglądaj się środowisku, relacjom, zmianom w domu i temu, co mogło zwiększyć napięcie. Jeżeli natomiast problemem jest konkretny materiał, który kot zaczyna gryźć i połykać, zabezpiecz go. Nie chodzi o to, żeby kot miał dostęp do niebezpiecznego przedmiotu tylko dlatego, że kiedyś powiedzieliśmy, że ssanie może być normalne. Normalne zachowanie nadal musi odbywać się w bezpiecznych warunkach.

Daj mu czas na bycie kociakiem
Najważniejsze w tym wszystkim jest chyba to, żeby przestać patrzeć na kociaka jak na miniaturową wersję dorosłego kota, którą wystarczy nauczyć jedzenia z talerza i korzystania z kuwety. Pierwsze tygodnie życia to czas bardzo intensywnego rozwoju. Kociak uczy się nie tylko tego, jak funkcjonować w domu, ale przede wszystkim tego, jak być kotem. Matka i rodzeństwo są częścią tego procesu i nie da się ich całkowicie zastąpić nawet najbardziej zaangażowanym człowiekiem. Dlatego jeśli masz wpływ na moment odbioru malucha, nie zabieraj go od matki przed ukończeniem 12 tygodni. Nie dlatego, że przez cały ten czas musi pić mleko. Nie dlatego, że istnieje jakaś magiczna granica, po której następnego dnia budzi się całkowicie dorosły. Po prostu te dodatkowe tygodnie dają mu czas na przejście kolejnego etapu rozwoju w środowisku, w którym najlepiej może się go nauczyć.
A później może się oczywiście okazać, że mimo całego prawidłowego odchowania twój dorosły kot nadal co wieczór przychodzi z ulubionym kocem, przez pięć minut wyrabia na nim ciasto, ssie jego róg i dopiero wtedy zasypia.
I jeśli robi to bezpiecznie, niech sobie robi.
Ty masz kawę, serial albo telefon.
On ma swój koc.
Każdy potrzebuje jakiegoś sposobu, żeby po całym dniu przestać przejmować się światem.
🧡 Martyna
Kocia behawiorystka
Założycielka CatZone – Strefa Kotów
