Jak pomagać kotom wolno żyjącym i bezdomnym?
Jak pomagać kotom wolno żyjącym i bezdomnym? Wskazówki dla ludzi o wielkich sercach
Widzisz kota pod sklepem. Chudego. Mokrego od deszczu. Może siedzi pod samochodem, może wychodzi dopiero wieczorem, kiedy większość ludzi wraca już do domu. Niektórzy spojrzą na niego i pójdą dalej. Inni powiedzą: „Pewnie czyjś”. Jeszcze inni pomyślą, że przecież nie da się uratować wszystkich kotów świata.
I mają rację.
Nie da się.
Ale można pomóc temu jednemu, którego właśnie spotkałeś.
Przez lata pomagałam kotom bezdomnym i wolno żyjącym. Byłam domem tymczasowym, pomagałam łapać koty na kastracje, szukałam domów, organizowałam zbiórki na leczenie i wielokrotnie siedziałam po nocach, zastanawiając się, czy kolejny kot doczeka pomocy.
Nigdy nie zapomnę jednej kotki. Miała czwórkę własnych kociąt, które miały około czterech miesięcy. Do tego przyprowadziła jeszcze jednego malucha z innego miotu, mającego na oko około dwóch miesięcy, a niedługo później pojawił się kolejny. Maleństwo mające może trzy tygodnie życia. W efekcie ta jedna kotka opiekowała się szóstką kociąt, z których część nawet nie była jej własna.
Siedem kocich istnień. Jedna mama. Zero domu.
Patrząc na nią, trudno było nie zastanawiać się, ile czasu musiała walczyć o przetrwanie. Ile razy była głodna. Ile razy szukała schronienia przed deszczem, mrozem czy ludźmi, którzy nie chcieli jej w pobliżu. Ile razy ryzykowała własnym życiem, żeby znaleźć jedzenie dla swoich młodych.
Tym razem historia skończyła się dobrze. Udało się znaleźć pomoc. Udało się znaleźć domy. Udało się zmienić los całej tej kociej rodziny.
Ale nie każda historia kończy się w ten sposób.
Nie każdy kot trafi do fundacji. Nie każdy znajdzie miejsce w domu tymczasowym. Nie każdy spotka na swojej drodze osobę, która będzie wiedziała, co zrobić.
Ty możesz być właśnie takim człowiekiem.
Nie musisz ratować wszystkich kotów świata. Nie musisz zabierać każdego napotkanego kota do domu. Nie musisz wydawać fortuny na pomoc zwierzętom. Czasem wystarczy wiedzieć, od czego zacząć i jakie działania naprawdę mają znaczenie.
Dlatego przygotowałam ten tekst. Dla ludzi o wielkich sercach. Dla tych, którzy nie potrafią przejść obojętnie obok potrzebującego zwierzęcia, ale nie zawsze wiedzą, jak pomóc mądrze i skutecznie.
Bo nawet jeśli nie możesz przygarnąć kota, nadal możesz zrobić bardzo dużo. Czasami znacznie więcej, niż Ci się wydaje.
Pojedyncza miska z wodą podczas upałów. Telefon do fundacji. Pomoc w znalezieniu domu. Wizyta u weterynarza. Kastracja jednej kotki. Post na FB. Czasem właśnie od takich pozornie małych rzeczy zaczyna się wielka zmiana.
Jeżeli więc zastanawiasz się, jak pomóc kotom bezdomnym i wolno żyjącym, jesteś w dobrym miejscu. Pokażę Ci, od czego zacząć, czego unikać i jak sprawić, by życie tych kotów było choć odrobinę łatwiejsze.

Zacznij od podstaw: jedzenie i woda
Zanim zaczniesz szukać fundacji, łapać kota na kastrację albo zastanawiać się, gdzie znaleźć mu dom, zacznij od najprostszych rzeczy.
Jedzenia i wody.
Wiem, brzmi mało spektakularnie. Wszyscy chcielibyśmy być bohaterami wielkiej akcji ratunkowej, ale prawda jest taka, że głodnego kota bardziej interesuje pełna miska niż nasze ambitne plany.
Jeżeli możesz, wybieraj mokrą karmę. Nie musi być od razu najdroższa na rynku. Jasne, im lepszy skład, tym lepiej, ale jeśli alternatywą jest brak jedzenia, to kot naprawdę nie będzie narzekał, że dostał karmę z marketu zamiast karmy za cenę obiadu w restauracji.
Sama nie jestem fanką suchej karmy, ale życie rzadko bywa idealne. Jeżeli masz do czynienia z bardzo dzikim kotem, który nie podchodzi do ludzi, a na dworze panują silne mrozy, niewielka ilość suchej karmy będzie lepszym rozwiązaniem niż zamarznięta mokra karma. W takiej sytuacji staraj się jednak wybierać karmy o możliwie wysokiej zawartości składników pochodzenia zwierzęcego i omijaj te, które bardziej przypominają paszę dla krów niż jedzenie dla drapieżnika, który przez tysiące lat polował na mięso.
Pamiętaj też o wodzie. Szczególnie latem. Koty z natury piją niewiele, a odwodnienie potrafi być dużo groźniejsze, niż wielu opiekunom się wydaje. Zimą natomiast warto regularnie sprawdzać, czy woda nie zamarzła. Kot nie napije się lodu, nawet jeśli bardzo byśmy chcieli wierzyć, że sobie poradzi.
Jeżeli dokarmiasz kota regularnie, staraj się robić to o podobnych porach i w tym samym miejscu. Koty lubią rutynę. Wiedza, że codziennie o określonej godzinie pojawi się jedzenie, daje im odrobinę spokoju w świecie, który często bywa dla nich dość brutalny.
To może wydawać się niewiele, ale czasami właśnie od miski z jedzeniem zaczyna się cała historia, która kilka miesięcy później kończy się ciepłym domem i kanapą przejętą przez kota na własność.

Zanim uznasz go za bezdomnego, sprawdź mikroczip
Wiem, że kiedy widzimy samotnego kota na dworze, pierwsza myśl często brzmi: „Trzeba go ratować!”.
Tylko że nie każdy kot siedzący na zewnątrz jest kotem bezdomnym.Niektóre mają domy. Niektóre po prostu lubią włóczyć się po okolicy (z czym się nie zgadzam, bo kot nie powinien latać samopas). Niektóre uciekły kilka godzin temu i właśnie są rozpaczliwie poszukiwane przez swoich opiekunów.
Dlatego zanim zaczniesz szukać domu dla kota, publikować ogłoszenia albo pakować go do samochodu z myślą o adopcji, sprawdź jedną bardzo ważną rzecz: czy kot ma mikroczip.
Jeżeli kot pozwala się dotknąć, wziąć na ręce lub bezpiecznie umieścić w transporterze, zabierz go do najbliższej lecznicy weterynaryjnej. Większość gabinetów sprawdzi obecność mikroczipu bezpłatnie. Niektóre fundacje i organizacje prozwierzęce również posiadają czytniki mikroczipów, więc można zapytać o taką możliwość w swojej okolicy.
To zajmuje dosłownie chwilę, a czasami ta chwila oznacza zakończenie kilku dni, tygodni, a nawet miesięcy poszukiwań prowadzonych przez zrozpaczoną rodzinę.
Nie zakładaj od razu, że skoro kot jest brudny, chudy albo siedzi sam, to na pewno nie ma domu. Choroba, wypadek, zgubienie się czy zwykła ludzka nieodpowiedzialność potrafią zmienić zadbanego kota w cień samego siebie w zaskakująco krótkim czasie.
Jeżeli mikroczipu nie ma, nie oznacza to jeszcze, że kot jest bezdomny. Można popytać mieszkańców okolicy, zajrzeć na lokalne grupy w mediach społecznościowych albo sprawdzić ogłoszenia o zaginionych zwierzętach.
Dopiero kiedy wykluczysz, że kot ma właściciela, możesz zacząć planować kolejne kroki.
Bo pomaganie jest ważne, ale równie ważne jest upewnienie się, że nie „ratujemy” właśnie kota, który za chwilę sam wróciłby do domu.

Kot bezdomny czy kot wolno żyjący?
To, że kot mieszka na dworze, nie oznacza jeszcze, że jest kotem wolno żyjącym.
I odwrotnie - nie każdy kot, który podchodzi do człowieka, miał kiedyś dom.
Kot bezdomny to kot, który żył kiedyś blisko ludzi albo został porzucony. Często jest zagubiony, przestraszony i nie bardzo wie, jak odnaleźć się w nowej sytuacji. Takim kotom zwykle można pomóc stosunkowo szybko, znajdując im bezpieczny dom.
Kot wolno żyjący wygląda nieco inaczej. Najczęściej urodził się na zewnątrz, nie zna człowieka albo zna go wyłącznie z daleka. Na widok ludzi często ucieka, nie daje się dotknąć i sprawia wrażenie kota, który chce mieć ze światem święty spokój.
Ale nie daj się zwieść.
To, że kot boi się człowieka, nie oznacza, że dobrze radzi sobie sam.
Mróz, upały, choroby, pasożyty, urazy, brak schronienia czy kolejne niechciane mioty nie są dla tych kotów żadną romantyczną przygodą. To codzienność, z którą muszą się mierzyć.
Dlatego koty wolno żyjące również potrzebują naszej pomocy.
Potrzebują jedzenia, świeżej wody, schronienia, opieki weterynaryjnej i kastracji. Potrzebują też człowieka, który będzie miał na nie oko i zauważy, kiedy coś zaczyna się dziać.
Osobiście uważam, że każdy kot zasługuje na bezpieczeństwo. Nie każdy kot od razu odnajdzie się w domu, nie każdy pozwoli się pogłaskać po tygodniu czy miesiącu, ale wiele kotów wolno żyjących z czasem uczy się, że człowiek nie musi oznaczać zagrożenia.
Czasami kończy się to adopcją. Czasami życiem na zabezpieczonej farmie. Czasami miejscem przy domu, gdzie kot ma schronienie, jedzenie i opiekę, ale nadal zachowuje sporą niezależność.
Najważniejsze jest jedno - kot nie musi od razu zostać kanapowcem, żeby zasługiwał na pomoc. Czasem pierwszym krokiem jest po prostu zapewnienie mu bezpieczeństwa. Reszta może przyjść później.

Kastracja zmienia więcej, niż myślisz
Jeżeli miałabym wskazać jedną rzecz, która naprawdę zmienia życie kotów bezdomnych i wolno żyjących, byłaby to kastracja.
Wiem, że nie brzmi tak spektakularnie jak uratowanie małego kociaka czy znalezienie komuś wymarzonego domu. Problem w tym, że za każdym uroczym zdjęciem miotu kociąt często stoi kotka, która rodzi kolejne młode kilka razy w roku, walczy o jedzenie i z każdym miotem jest coraz bardziej wyczerpana.
A część tych kociąt nie dożyje nawet pierwszych urodzin.
Nie dlatego, że wydarzy się coś wyjątkowego.
To będzie głód.
Choroby.
Pasożyty.
Wypadki.
Pogryzienia.
Infekcje, których nikt nie będzie leczył.
Niektóre umrą samotnie pod krzakiem. Inne zginą pod kołami samochodów. Jeszcze inne po prostu znikną i nikt nigdy nie dowie się, co się z nimi stało.
To właśnie dlatego kastracja jest tak ważna.
Mniej niechcianych miotów oznacza mniej cierpienia, mniej głodu, mniej chorób i mniej kotów skazanych na życie, które od pierwszego dnia jest walką o przetrwanie.
Korzyści odczuwają również dorosłe koty. Po kastracji zwykle jest mniej walk, mniej ran, mniej wędrówek w poszukiwaniu partnera i mniejsze ryzyko wielu problemów zdrowotnych.
Jeżeli dokarmiasz koty wolno żyjące w swojej okolicy, sprawdź, czy lokalne fundacje, schroniska lub urząd miasta prowadzą programy kastracji. W wielu miejscach można uzyskać pomoc przy odłowie, transporcie lub samym zabiegu.
Największą pomocą, jaką możesz dać kotu zaraz po jedzeniu i świeżej wodzie, jest właśnie kastracja.
Bo kastracja nie tylko zapobiega narodzinom kolejnych kociąt.
Zapobiega także głodowi, chorobom, walkom, wycieńczeniu kotek i śmierci tysięcy zwierząt, które nigdy nie powinny były przyjść na świat tylko po to, by cierpieć.

Schronienie może uratować życie
Kiedy myślimy o bezdomności, najczęściej wyobrażamy sobie głód.
Tymczasem dla wielu kotów równie groźne są deszcz, wiatr, śnieg i mróz.
Wystarczy kilka wyjątkowo zimnych nocy, aby osłabiony, chory albo starszy kot przestał sobie radzić.
Dlatego jednym z najcenniejszych prezentów, jakie można podarować kotom wolno żyjącym, jest bezpieczne schronienie.
I nie, nie mam na myśli kawałka kartonu rzuconego pod krzaki ani kilku garści słomy przykrytych deską.
Dobra budka powinna być sucha, osłonięta od wiatru, ocieplona i uniesiona nad ziemią. W środku najlepiej sprawdza się słoma, ponieważ nie chłonie wilgoci tak jak koce czy ręczniki. Mokry koc zimą potrafi zrobić więcej szkody niż pożytku.
Jeżeli masz możliwość postawienia takiego schronienia w spokojnym miejscu, możesz zrobić dla kota więcej, niż ci się wydaje.
Czasami różnica między życiem a śmiercią wygląda właśnie jak niewielka budka stojąca w rogu ogrodu.

Jak zbudować prostą budkę dla kota?
Dobra wiadomość jest taka, że nie musisz być stolarzem ani wydawać fortuny.
Najprostsze budki można zrobić ze skrzyni drewnianej, dużego pojemnika plastikowego albo samodzielnie zbudowanej skrzynki z płyt.
Najważniejsze jest to, co znajduje się w środku i pomiędzy ścianami.
Budka powinna być ocieplona. Świetnie sprawdza się styropian lub inne materiały izolacyjne odporne na wilgoć. W środku najlepiej umieścić słomę, którą w razie potrzeby łatwo wymienić.
Całość powinna stać kilka lub kilkanaście centymetrów nad ziemią, na cegłach, palecie albo drewnianych klockach. Dzięki temu wilgoć nie będzie ciągnęła od podłoża.
Dobrze również zabezpieczyć dach przed deszczem i śniegiem. Papa, guma dachowa lub inny wodoodporny materiał sprawdzą się znacznie lepiej niż kawałek kartonu.
Wejście nie powinno być zbyt duże. Kot musi swobodnie wejść do środka, ale im mniejszy otwór, tym mniej zimnego powietrza dostanie się do budki.
To nie musi być najpiękniejszy domek w okolicy.
Musi być suchy.
Musi być ciepły.
Musi dawać kotu miejsce, w którym będzie mógł schować się przed światem, gdy pogoda przestanie być łaskawa.

Nie musisz robić wszystkiego sam
Wiele osób rezygnuje z pomocy już na starcie.
Bo widzą jednego kota, potem drugiego, później kolejne kocięta i nagle mają wrażenie, że problem jest zbyt duży dla jednej osoby.
I wiesz co?
Często mają rację.
Pomoc kotom bezdomnym i wolno żyjącym nie musi oznaczać, że samodzielnie złapiesz wszystkie koty w okolicy, zapłacisz za leczenie, kastracje i jeszcze znajdziesz każdemu dom.
Na szczęście istnieją miejsca, do których możesz zwrócić się po pomoc.
W pierwszej kolejności skontaktuj się z urzędem miasta lub urzędem gminy. Wiele samorządów prowadzi programy opieki nad kotami wolno żyjącymi i finansuje kastracje, leczenie lub zakup karmy. Czasami wystarczy jeden telefon, aby dowiedzieć się, jakie możliwości są dostępne w Twojej okolicy.
Pomoc można również uzyskać w organizacjach takich jak Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami (TOZ), lokalne schroniska, fundacje prozwierzęce czy stowarzyszenia zajmujące się kotami wolno żyjącymi. Często dysponują doświadczeniem, sprzętem do odławiania kotów, kontaktami do weterynarzy i wiedzą, która pozwala uniknąć wielu błędów.
Jeżeli korzystasz z mediów społecznościowych, pomocne mogą być również lokalne grupy zwierzęce. Bardzo często działają tam społeczni opiekunowie kotów, wolontariusze i osoby, które od lat pomagają zwierzętom w swojej okolicy.
Nie musisz wiedzieć wszystkiego.
Nie musisz mieć odpowiedzi na każde pytanie.
Nie musisz też ratować całego świata w pojedynkę.
Czasami wystarczy, że zauważysz problem i wykonasz pierwszy telefon.
A jeśli nie będziesz wiedzieć, od czego zacząć, możesz również napisać do mnie. Chętnie podpowiem, gdzie szukać pomocy, jak bezpiecznie pomóc kotu i jaki następny krok będzie najlepszy w konkretnej sytuacji.
Bo pomaganie kotom nie jest konkursem na bohatera.
To praca zespołowa.

Chory, ranny albo potrącony kot - co zrobić?
To jest ten moment, którego większość ludzi boi się najbardziej.
Bo kiedy widzimy kota, który kuleje, ma otwarte rany, ledwo oddycha albo leży przy drodze po potrąceniu, nagle pojawia się panika.
Co robić?
Czy można go zabrać?
Czy wolno go dotknąć?
Czy weterynarz przyjmie takiego kota?
Przede wszystkim - nie odwracaj wzroku.
Jeżeli kot jest ranny, cierpi albo został potrącony, potrzebuje pomocy jak najszybciej.
Jeżeli jesteś w stanie zrobić to bezpiecznie, zabezpiecz kota i postaraj się ograniczyć jego ruch. Ranny kot może działać pod wpływem ogromnego bólu i strachu, dlatego nawet bardzo spokojne zwierzę może próbować gryźć lub drapać.
Nie każdy wozi w samochodzie transporter i to jest całkowicie normalne.
W takiej sytuacji przyda się wszystko, co masz pod ręką. Koc, ręcznik, bluza, kurtka czy grubsza narzuta mogą pomóc zarówno zabezpieczyć kota, jak i ochronić Twoje ręce przed przypadkowym ugryzieniem lub zadrapaniem.
Kota można okryć, delikatnie zawinąć go w koc lub kurtkę i ostrożnie przenieść w bezpieczne miejsce. W nagłych sytuacjach sprawdzi się również karton, kosz transportowy, torba sportowa pozostawiona lekko otwarta lub inne prowizoryczne rozwiązanie umożliwiające bezpieczny transport.
Jeżeli w pobliżu są inni ludzie, poproś o pomoc. Jedna osoba może przytrzymać okrycie lub przygotować samochód, podczas gdy druga zajmie się kotem.
Najważniejsze jest jednak bezpieczeństwo. Jeżeli zwierzę jest bardzo pobudzone, znajduje się na ruchliwej drodze albo istnieje ryzyko, że możesz zostać poważnie pogryziony lub podrapany, nie podejmuj niepotrzebnego ryzyka. W takiej sytuacji jak najszybciej skontaktuj się z odpowiednimi służbami, fundacją lub lecznicą weterynaryjną.
W przypadku potrącenia zwierzęcia polskie prawo nakłada obowiązek udzielenia pomocy lub zawiadomienia odpowiednich służb. Nie można po prostu odjechać i zostawić cierpiącego zwierzęcia na poboczu.
Jeżeli nie możesz samodzielnie przewieźć kota, skontaktuj się ze strażą miejską, policją, lokalnym schroniskiem, fundacją albo urzędem miasta czy gminy. W wielu miejscach istnieją procedury dotyczące pomocy zwierzętom poszkodowanym w wypadkach.
Bardzo wiele osób boi się zabrać rannego kota do weterynarza, ponieważ od razu myślą o kosztach.
Tylko że w sytuacji zagrożenia życia najważniejsze jest jedno:
ten kot musi dostać pomoc.
Formalności, fundacje, urząd miasta czy dalsze ustalenia można często wyjaśniać później.
Jeżeli kot jest bezdomny lub wolno żyjący, poinformuj o tym lecznicę. Skontaktuj się również z lokalnymi organizacjami pomagającymi zwierzętom. Często pomagają one w organizacji dalszego leczenia, transportu albo szukaniu miejsca dla kota po zakończeniu leczenia.
I jeszcze jedna ważna rzecz.
Nie próbuj leczyć poważnych ran domowymi sposobami.
Nie smaruj wszystkiego maściami z apteczki.
Nie czekaj kilku dni „żeby zobaczyć, czy samo przejdzie”.
Kot, który cierpi, nie potrzebuje obserwacji.

Znalazłeś kocięta? Poszukaj mamy
Małe kocięta potrafią złamać serce nawet największemu twardzielowi.
Leżą gdzieś pod krzakiem, w szopie, pod tarasem albo za śmietnikiem. Są malutkie, bezbronne i często pierwszą reakcją jest chęć natychmiastowego zabrania ich do domu.
Tylko że bardzo często kilka metrów dalej jest ktoś równie ważny.
Ich mama.
Dlatego zanim zabierzesz kocięta, poświęć chwilę na obserwację. Kotka mogła pójść po jedzenie, szukać bezpieczniejszego miejsca albo po prostu ukryła się na widok człowieka.
Nie oznacza to jednak, że należy wzruszyć ramionami i zostawić całą rodzinę samą sobie. Wręcz przeciwnie. Jeżeli znajdziesz kocięta, postaraj się ustalić, gdzie jest matka i czy opiekuje się maluchami. W idealnym świecie chcemy pomóc całej rodzinie, a nie tylko temu członkowi rodziny, którego najłatwiej złapać.
Kocięta mogą znaleźć kochające domy. Matka może zostać wykastrowana i już nigdy więcej nie będzie musiała rodzić kolejnych miotów. Cała rodzina może dostać szansę na bezpieczne życie.
Bo celem nie jest zabranie pierwszego kociaka, którego zobaczysz.
Celem jest pomoc wszystkim kotom, które są częścią tej historii.

Potrzebujesz pomocy?
Dziękuję Ci za przeczytanie tego artykułu. Już sam fakt, że tutaj jesteś, oznacza, że los kotów bezdomnych i wolno żyjących nie jest Ci obojętny.
Jeżeli potrzebujesz pomocy, możesz do mnie napisać. Porady dotyczące kotów bezdomnych i wolno żyjących udzielam zawsze bezpłatnie.
Chętnie pomogę ocenić sytuację, podpowiem jak bezpiecznie pomóc kotu, jak złapać kotkę z kociętami, jak zabezpieczyć całą rodzinę, a także jak oswajać małe dzikuski i przygotować je do życia u boku człowieka.
Nie musisz wiedzieć wszystkiego od razu. Każda sytuacja jest inna i czasami wystarczy krótka rozmowa, żeby znaleźć najlepsze rozwiązanie.
Bo każdy kot zasługuje na szansę.
Czasami wystarczy jeden człowiek, żeby tę szansę dostał. ❤️

🧡 Martyna
Kocia behawiorystka
Założycielka CatZone – Strefa Kotów